O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Ten Port nie jest już poezją.

12.08.2011

Gdzie jest Nasz Port, gdzie naszych rejsów meta, tu nikt nie pamiętał skąd wypłynął, czy jeszcze ktoś to pamięta? Ten Port już nigdy nie będzie poezją, Ten Port jest już tylko żywym trupem. Port, który tętnił życiem przez 24 godziny.

Gdzie jest Nasz Port, gdzie naszych rejsów meta, tu nikt nie pamiętał skąd wypłynął, czy jeszcze ktoś to pamięta? Ten Port już nigdy nie będzie poezją, Ten Port jest już tylko żywym trupem. Port, który tętnił życiem przez 24 godziny.

Ten Port miał dwa oblicza. Jedno to praca dźwigów, praca ludzi, tysiące ton przeładowywanych ładunków i ich dystrybucja z zegarmistrzowską precyzją – czyli jednym słowem przeogromna machina kręcąca się nieprzerwanie przez lata.

Oblicze drugie – to nasz drugi dom. Tak, Ten Port był dla wielu drugim domem. Zawsze do niego ciągnęło gdzieś z dalekich tras, wielu z nas nie mogło się doczekać jego zapachu, gwaru, tej całej aureoli otaczającej jego granice. Od niego unosiły się mistyczne zapachy skwaśniałego piwa, ciepłej wódy i wyzywających kobiet prowokująco kręcących się w pobliżu bramy portowej.

Atmosferę "Portowej" nie można porównać z żadną inną speluną wzdłuż Odry. Tu można było porządnie pojeść, opić się do otępienia, tu można spotkać się z przygodnymi przyjaciółmi od butelki, kolegami z klasy, znajomymi z trasy. Tu dyspozytor portowy lub kadrowiec zawsze znalazł tego za którym uganiał się po całym porcie. To tu można było nasłuchać się od starych łodziarzy opowieści niezwykłych, relacji z odbytego rejsu i relacji z żeglugowej giełdy. Tu można było za poręczeniem cieszyć się nieograniczonym kredytem bufetowej gdy nieoczekiwanie pojawiła się pustka w kieszeni, dobrze jeszcze pamiętam bufetową panią Helę, panią Marysię, panią Zosię i kelnerki – panią Ulę, panią Bogusię, pania Ewę. Z reguły było tak, że albo już były żonami łodziarzy albo wkrótce nimi zostawały.

Cechą charakterystyczną "Portowej" był podział na kasty społeczne. W pierwszej sali zasiadało pospólstwo łodziarskie, różnej maści lumpy portowe dla których szczytem marzeń było wysupłać grosz na następny kufel piwa. W drugiej sali bliżej kuchni zasiadała z godnością elita światka łodziarskiego czyli zacni kapitanowie, mechanicy, z rzadka sternicy . W tym miejscu wyniosłym z godnością spożywali prawdziwy obiad dwudaniowy co chwila przepłukując gardła markową czystą.

Taka to była "Portowa". No i w końcu jako tako zaspokoiwszy głód i pragnienie wiara bardziej rozgarnięta pchana połączonym działaniem alkoholu i hormonów, rządna wrażeń artystycznych i bliższego kontaktu z płcią piękną wytaczała się z "Portowej" do "Kłodniczanki " lub do "Oazy" w starym Koźlu.

W tym miejscu zamrożę tok wydarzeń jakie miały miejsce w wyżej wymienionych lokalach bo i po co zagłębiać się w tajniki łodziarskiej psychiki. Więc wracam do tematu powrotów do ukochanego Portu. Była to droga cierpień i bohaterstwa o ile udało się jako tako dojechać taryfą pod wartownię. Dalej już sytuacja się gmatwała w zależności czy wracało się solo czy też z osoba towarzyszącą oraz od wskaźnika zawartości wypitego alkoholu.

Ale Port był przecież naszym domem i żadna siła nie mogła nas powstrzymać przed udaniem się na łódź, która niczym świątynia wszelkiego dobra przecież była tuż, tuż. Różne były fortele aby przekonać cerbera o konieczności dotarcia na statek ale gdy już się tego dokonała to pozostała jeszcze ostatnia trudność do pokonania – tunele pod torowiskiem, a zwłaszcza ten jeden pomiędzy pierwszym i drugim basenem. Długi, raczej zawsze nieoświetlony z nikłą poświatą na końcu golgoty – to było największe wyzwanie dla nie trzymającego się prawidłowego kursu łodziarza. Niejeden strudzony wędrowca straciwszy poczucie kierunku zawierał bliski kontakt twarzy z chropowatym betonem raz lewej i raz prawej ściany.

O tym, kto spędził nockę w upojnej atmosferze aż nadto wymownie świadczyły plastry na policzkach i nosach. I w końcu dotarł do swojego Portu i nie było siły aby go od tego powstrzymać. A rano dla nie zawsze dospanego z worami pod oczyma nie był zmiłuj się – wyładunek, załadunek (taka była kolej rzeczy, gdyż nie do pomyślenia były puste przeloty), typowa łodziarska rzecz.

Jak ja podziwiałem kobiety-trymerki, które chyba w większości obsadzały to najpodlejsze portowe stanowisko pracy, jak bez żadnej oznaki zmęczenia i trudu zgarniały i podsypywały rudę pod dźwigowe chwytaki. A jaki to wysiłek to sam przekonałem się próbując podgonić czas wyładunku. Po zarwanej nocy to łopata raczej mnie nosiła a nie odwrotnie, a one tymczasem niczym żongler piłeczkami machały łopatami aż miło było patrzeć. A było na co, postury miały niczym Pudzianowski, język niewybredny tak, że grzecznym trzeba było być. A to mydełko Lux podrzucić, a to kupon krempliny taniej oddać i aby broń Boże o gratisowych rajstopach dla córki nie zapomnieć. W większości były one mieszkankami przyportowej dzielnicy robotniczej, tak że lepiej było z nimi nie zadzierać.

A po załadunku dalej w trasę i jak zwykle, a było to już stałą regułą, że po kilku dniach powracała jak bumerang tęsknota za Tym Portem, właśnie Tym jedynym Portem. Takiego Portu już nie ma... Takiego portu już nigdy nie będzie... Ten Port nie jest już poezją...



tekst i zdjęcia: Janusz Fąfara

Apis 12.08.2011 3558 czytanie 6 komentarz 1 ocena Drukuj

6 komentarz

Pozostaw komentarz

Zaloguj się, aby napisać komentarz.
  • przylodz
    przylodz
    Panie Januszu, to co Pan napisał jest piękne, ale to, co Pan sfotografował...
    Prawda. Ten port, nie jest już poezją. Przyznaje. Z żalem. Sad
    - 12.08.2011 15:24
  • E
    egonzeglarz
    Ten port jak wiele innych nie jest już poezją lecz pozostaną one w naszej pamięci jak i żegluga ,która kiedyś była a której już nigdy nie będzie....
    - 13.08.2011 08:38
  • miroslaw rajski
    miroslaw rajski
    Wstrząsający fotoreportaż, chociaż na jego tle trudno nie zachwycać się świetnymi technicznie zdjęciami Janusza Fąfary.
    Wszystko to przypomina mi film z gatunku End - Zeit z Tiną Turner w roli głównej. Ludzkość wymarła, pozostały po niej tylko ruiny. Przecież na żadnym z tych zdjęc nie widać żywej duszy i nawet śląskie kozy nie pasą się między zarośniętymi trawą torami!
    W porządku, port w Koźlu przestał istnieć. Ale czy nie można było uniknąć tego księżycowego krajobrazu wpędzającego w depresję każdego kto był z tym miejscem kiedyś związany? Przecież fundamenty zsypów i mury basenów (przynajmniej nr1) wykonane są ze świetnej klinkrowej cegły. Niejeden solidny gmach użyteczności publicznej z tego by powstał, a może nowa świątynia gdzieś w okolicy? Resztę można by zrenaturyzować i posadzić kwiatki.
    Z rozbiurki wieży Bismarka z Trójkąta Trzech Cesarzy powstała katowicka katedra i żadna cegiełka się nie zmarnowała!
    Zdaję sobie sprawę, że w tej chwili w Polsce nikogo nie stać na utrzymanie skansenu w rodzaju Schleusepark Waltrop, ale te zsypy...! A co właściwie dzieje się z elewatorem zbożowym?
    Pamiętam doskonałą organizację życia marynarskiego w tamtych latach. W zabytkowym, w tej chwili zrujnowanym budynku administracji znajdował się bardzo dobrze zaopatrzony sklep spożywczy z miłymi, zawsze gotowymi do pogawędki ekspedientkami. Była pralnia, gdzie oddawało się pościel z wychaftowanymi inicjałami i za następnym rejsem odbierało się wymaglowane jak listek prześcieradła i poszwy. Była świetlica z biblioteką i miejsca do spania dla oczekujących na barkę marynarzy.
    Te podziemne przejścia między basenami również i mnie przyprawiały o bicie serca i to nie tylko w nocy. Ale nie pamiętam żeby komuś coś tam się stało, oczywiście poza własną dewiacją.
    Równo cztery lata temu zamieścil Andrzej artykuł "Cały ten zgiełk", gdzie zasygnalizował dewastację portu w Koźlu http://www.zegluga-rzeczna.pl/infusio...cle_id=119
    (rownież i ja tam swoje trzy grosze wstawiłem).
    Fotoreportaż Janusza Fąfary jest gwoździem do jego trumny.
    Nigdy nie sądzilem, że Polska kiedykolwiek stanie się krainą wandali!
    - 13.08.2011 19:43
  • R
    Roman Marut
    Byl rok 1975. Czerwiec i moje pierwsze spotkanie z Portem w Kozlu. Moja pierwsz indywidualna praktyka. Port w "Capenstad" (tak nazywalismy Kozle i prosze bez obrazy) powital mnie i moich kilku kolegow inna atmosfera, artmosfera innego swiata. Ludzi spotkanych, poznanych w tym czasie pamietam do dzisiaj. MOja praktyka, plywanie Turem -16 po Kanale mial w sobie cos wiecj niz tylko nauczenie mnie zawodu marynarza zeglugi srodladowej. Byl Kozle -Port ostoja dla wielu barwnych indywidualnosci. "Portowa" - nigdy polskie piwo (z tamtych lat) ne smakowalo tak samo. Nie jext to zapewnie miejsce na duga opowiesc to co czuje teraz to ogromny zal, zal za tym co minelo i czego nikt juz niedoswiadczy. Moze i odrobina gniewu na bezmyslnosc i brak troski o to co mamy (mielismy). Rzeki polskie byly jak krwioobieg w organizmie. I takie powinny byly pozostac. Podcinamy sobie zyly i wykrwawiamy sie....
    Smutne... wstyd mi za rodakow...
    Roman
    - 17.08.2011 15:41
  • x38
    x38
    Był rok 1972... lipiec i też pierwsze spotkanie z Portem...pierwsza indywidualna praktyka na Turze, kapitan Janiszewski ? z Lubiąża, mechanik Jacek...
    pamiętam też ten urok Portowej...nie miałem jeszcze wtedy skończonych osiemnastu lat...
    Najbardziej utkwiły mi w pamięci potańcówki na deskach w parku miejskim. Dwa złotych płaciło się za trzy kawałki grane po kolei przez miejscowy zespól muzyczny...po czym schodziło się z desek na alejki parku i tak za każdym razem...Smile dwa zł i trzy kawałki Smile
    Już nie spotyka się takich potańcówek w parkach miejskich w niedzielne popołudnia...
    - 17.08.2011 20:41
  • B
    Black Hawk
    Mirosławie Rajski cegła klinkierowa o której piszesz jest wyłącznie na zewnętrznej warstwie tych budowli, to tak gwoli wyjaśnienia. Ja wychowywałem się w rejonie tego portu jak i był to mój port macierzysty przez 22 lata. Znam ten port od dziecka, każdy jego zakamarek, te wnęki w nabrzeżach także. Więc tę dewastację przeżywam podwójnie. Elewator dzierżawi ponoć jakiś prywaciarz, właściciel elewatora w Sławięciicach. Pozdrawiam.
    - 21.08.2011 14:31

Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
Niesamowite! (0)0 %
Bardzo dobre (1)100 %
Dobre (0)0 %
Średnie (0)0 %
Słabe (0)0 %
Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies