O nie! Gdzie jest JavaScript?
Twoja przeglądarka internetowa nie ma włączonej obsługi JavaScript lub nie obsługuje JavaScript. Proszę włączyć JavaScript w przeglądarce internetowej, aby poprawnie wyświetlić tę witrynę, lub zaktualizować do przeglądarki internetowej, która obsługuje JavaScript.
Artykuły

Wrocławskie Wilki Rzeczne

Władze miasta Wrocławia podjęły w 2002 roku decyzję o likwidacji Zespołu Szkół Żeglugi Śródlądowej im. mjra Henryka Sucharskiego we Wrocławiu przy ul. A. Brűcknera 10. Było już wiadomo, że nic nie da się uratować.
Krzysztof Brzozowski (długoletni nauczyciel i wychowawca) opierając się na materiałach historycznych i pomocy byłego dyrektora tej jak ją nazywliśmy "Akademi Szuwrowo-Bagiennej" Pana Tadeusza Cieśli oraz absolwenta z 1978 r. Waldemara Rybickiego, który w czerwcu 2006 r. został wybrany Prezesem Stowarzyszenia TŻŚ opublikował w 2002 r. na łamach "Kalenderza wrocławskiego" ten poniższy artykuł.



Władze miasta Wrocławia podjęły w 2002 roku decyzję o likwidacji Zespołu Szkół Żeglugi Śródlądowej im. mjra Henryka Sucharskiego we Wrocławiu przy ul. A. Brűcknera 10. Było już wiadomo, że nic nie da się uratować. Zaszokowny tą informacją inż.Marian Szwarc (długoletni nauczyciel nawigacji ) dostał w Szkole wylewu i kilka dni później zmarł odchodząc tuż przed IV Zjazdem Absolwentów na "wieczną wachtę".

Krzysztof Brzozowski (długoletni nauczyciel i wychowawca) opierając się na materiałach historycznych i pomocy byłego dyrektora tej jak ją nazywaliśmy "Akademią Szuwarowo-Bagiennej" Pana Tadeusza Cieśli oraz absolwenta z 1978 r. - Waldemara Rybickiego, który w czerwcu 2006 r. został wybrany Prezesem Stowarzyszenia TŻŚ - opublikował w 2002 r. na łamach "Kalenderza wrocławskiego" poniższy artykuł.

Chciałem poprzez jego publikację na stronie Towarzystwa Entuzjastów Żeglugi Śródlądowej przypomnieć absolwentom z Brücknera 10, że chodzili do Szkoły Wilków Rzecznych, a nie do jakiegoś (choć renomowanego) XIV LO, które obecnie ma tam swoją siedzibę. Dlatego organizowanie imprez noszących w nazwie tę alegorię - czyli np. "Bal Wilków Rzecznych" uważam za zaproszenie dla wszystkich absolwentów, a nie tylko tych "pływających".

Józef Węgrzyn - absolwent z 1975 r.


WROCŁAWSKIE WILKI RZECZNE,
CZYLI 55 LAT SZKOLNICTWA ŻEGLUGOWEGO NAD ODRĄ

Navigare necesse est - owa starożytna maksyma o żeglowaniu, które jest koniecznością, przez ponad półwiecze towarzyszyłą wszystkim uczniom Zespołu Szkół Żeglugi Śródlądowej im. mjra Henryka Sucharskiego we Wrocławiu przy ul. A. Brűcknera 10. Ta zasłużona dla miasta, nadodrzańskiego regionu i Polski placówka, która przez lata wykształciła około piętnastu tysięcy fachowców dla żeglugi śródlądowej i gospodarki wodnej, w 2002 roku obchodziła 55-lecie swojego istnienia. Z tej okazji zorganizowany został IV zjazd absolwentów, prawdopodobnie ostatni w historii szkoły, ponieważ już wtedy wszelkie znaki na niebie i ziemi wskazywały, że niedługo przy ul. Brűcknera nie będzie już popularnej śródlądówki.

Dla absolwentów, którzy w sile ponad siedmiuset marynarzy (w tym jedna przedstawicielka płci pięknej) stawili się 20 kwietnia 2002 roku w szkolnych murach, ta prognoza była prawdziwym szokiem, bowiem ich własna droga życiowa i kariera zawodowa oraz umiejętność radzenia sobie z trudami życia były i są najlepszym dowodem na to, że szkoła nie tylko dała im dobre podstawy zawodu, ale i równie dobrze przygotowywała do życia. A przybyli prawie z całego świata, najdalej - aż z Vancouver w Kanadzie i ze Stanów Zjednoczonych, z całej Europy zachodniej i prawie wszystkich zakątków kraju. Najwięcej było tych, którzy pracują i mieszkają w Niemczech, gdzie tworzą prawdziwe wrocławskie lobby w tamtejszej żegludze śródlądowej, tym samym udowadniając, iż potrafimy już sobie radzić w Unii Europejskiej.

Na tak olbrzymi odzew byłych uczniów nie liczyli nawet sami organizatorzy uroczystości, zajęci do stycznia walką o przetrwanie szkoły. Walki nieskutecznej, wobec braku czasu, funduszy i reakcji ze strony mediów. Wymownym tego przykładem było zupełne milczenie ze strony rGazety Wyborczejr1;. Na prośbę skierowaną na ręce redaktora naczelnego, aby w trudnym dla szkoły okresie zamieścił w imię dawnej solidarności bezpłatne ogłoszenie o zjeździe na ogólnopolskich łamach rGazetyr1; (pięciotysięczny koszt płatnego ogłoszenia przekraczał najśmielsze wyobrażenia organizatorów), Adam Michnik w ogóle nie odpowiedział. Ale mimo piętrzących się trudności, więzi łączące absolwentów wrocławskiej śródlądówki przetrwały próbę czasu. Dzięki temu historyczny zjazd doszedł do skutku i udał się nad podziw.

Wrocławskie Technikum Żeglugi Śródlądowej - albo, jak je żartobliwie nazywano, Akademia Żeglugi Szuwarowo-Bagiennej lub po prostu rśródlądówkar1; - nie było nigdy tylko typową szkołą średnią, jak popularne ogólniaki różniące się często jedynie numeracją. Od początku swego istnienia śródlądówka kształciła wyłącznie młodzież męską i to z całego kraju. Dlatego też większość uczniów mieszkała w internacie, przez co szkoła uczyła nie tylko zawodu, ale również przygotowywała młodego człowieka do dorosłego życia. Dziewczęta w szkole zadomowiły się dopiero w latach dziewięćdziesiątych i mimo że przyodziano je w mundury, upadł niegdysiejszy bastion twardej, męskiej, marynarskiej obyczajowości. Gwoli historycznej prawdy należy dodać, iż płeć piękna, w postaci kadry pedagogicznej, była obecna w szkole od zarania dziejów, a wcześniej uczennice pojawiały się też epizodycznie w związku z przyłączeniem Technikum Dróg Wodnych ze Szczecina (1958) czy też rozpoczęciem kształcenia policealnego (1967).

Szkoła dla wielu młodych ludzi z najodleglejszych regionów kraju, zafascynowanych literaturą marynistyczną, była początkiem drogi do marynarskiej kariery. Najzdolniejsi po maturze najczęściej wybierali studia w Wyższej Szkole Morskiej w Szczecinie lub w Gdyni. Spore grono dzisiejszych prawdziwych wilków morskich podstaw marynarskiego rzemiosła uczyło się we Wrocławiu. Był jeszcze jeden czynnik wyróżniający tę szkołę spośród pozostałych - to marynarski mundur. Nikt nie jest w stanie oddać uczuć i przeżyć pierwszoklasisty, który po raz pierwszy po dwumiesięcznym okresie rekruckim i uroczystym przyrzeczeniu wyruszał w tym mundurze w rodzinne strony. Taka wizyta powodowała, że w następnym roku z jego miejscowości pojawiało się kilku kolejnych kandydatów na marynarzy. Zawsze też istniał w szkole rozbudowany system pomocy materialnej, więc dla wielu chłopców z niezamożnych rodzin czy też z głuchej prowincji była to prawdziwa szansa na awans społeczny. Jako też jedna z pierwszych tego rodzaju placówek zapewniała uczniom pełną bezpłatną opiekę medyczną z doskonale wyposażonym gabinetem lekarski, stomatologicznym i izbą chorych.

Oficjalne dokumenty za datę początku szkoły uznają dzień 23 lutego 1947 r., kiedy to rozpoczął się rok szkolny dla 85 uczniów - 42 na wydziale nawigacyjnym i 43 na mechanicznym, w tymczasowej siedzibie przy ulicy Na Grobli 30/32. Skierowanie do internatu otrzymało 65 osób i wszyscy z niego korzystający zobowiązani zostali do 5-letniej pracy w Polskiej Żegludze na Odrze po ukończeniu szkoły.
Program szkoły zakładał dwuletni okres nauczania, przy czym pięć miesięcy w roku obejmował kurs teoretyczny, pięć - kurs praktyczny na jednostkach pływających PŻnO oraz w stoczniach i warsztatach. Zadaniem szkoły było w możliwie najkrótszym czasie nauczenie młodzieży zawodu, stąd przedmioty ogólnokształcące traktowano wtedy drugorzędnie. Regulamin szkolny opierał się na dyscyplinie zbliżonej do wojskowej, co zresztą wyróżniało szkołę wśród innych przez wiele lat: codzienne apele, załogi służbowe, postawa zasadnicza w trakcie rozmowy z przełożonym, czy też meldunki, kary dyscyplinarne z zakazem opuszczania internatu, tzw. zok, a do tego musztra, nie tylko podczas zajęć z przysposobienia obronnego, ale również podczas wychowania fizycznego, zwanego wówczas ćwiczeniami cielesnymi.

Uroczystość otwarcia szkoły rozpoczęła się mszą w koście św. św. Doroty i Stanisława, pełniącym wówczas rolę katedry. Następnie zaproszeni goście i uczniowie udali się do tymczasowej siedziby szkoły, gdzie nastąpiła inauguracja roku szkolnego, po której goście zwiedzili budynek i wraz z uczniami zjedli skromny marynarski obiad. Dodać warto w tym miejscu, że początkowo szkoła miała status szkoły prywatnej, będącej własnością Pono, a upaństwowiona została 1 stycznia 1950 r.
Dopiero w dniach 14-16 kwietnia 1947 r. szkoła przenosi się do swojej właściwej siedziby, trzypiętrowego budynku przy ulicy Siemieńskiego 16. Dysponowała teraz czterema salami wykładowymi, pomieszczeniem na naukę popołudniową, korytarzem na apele oraz internatem na drugim piętrze, składającym się z sześcioosobowych sypialni, stołówki i pomieszczenia gospodarczego. Pozostałe wolne pomieszczenia zaadaptowano na mieszkania dla personelu szkoły.

Przed świętem I Maja szkoła otrzymała nowe mundury, lecz tu pojawił się szkopuł, jako że były to mundury... kolejarskie. W tej sytuacji nieoceniona okazała się pani Zofia Konopielska - jedna z założycielek szkoły, a następnie nauczycielka języka polskiego i intendentka w jednej osobie. W ciągu jednej nocy, na wypożyczonej maszynie do szycia, dokonała cudu, zmieniając nie do poznania ich krój, i od tej chwili chłopcy w marynarskich mundurach zaczęli być widoczni na wrocławskich ulicach, stając się ich trwałym elementem, a w pewnym okresie nawet symbolem miasta. Zwracali powszechną uwagę i zawsze cieszyli się niezmiennym powodzeniem u wrocławianek, co też w przyszłości miało doprowadzić do długotrwałych konfliktów z chłopakami z okolicy placu M. Kromera.

Ten pierwszy bardzo trudny rok szkolny zakończył się udziałem wszystkich uczniów w spływie Odrą do Szczecina, zorganizowanym przez Ligę Morską w ramach obchodów Dni Morza. Szkolną delegację przyjął 30 czerwca w Szczecinie osobiście prezydent Bolesław Bierut, co w ówczesnych realiach było wydarzeniem o ogromnym znaczeniu propagandowym.

Nie można jednak pominąć faktu, iż wrocławska szkoła swoimi korzeniami sięga aż do przedwojennego szkolnictwa żeglugi śródlądowej, czyli do utworzonej w 1937 r. w Warszawie pierwszej polskiej szkoły tego typu - Prywatnej Męskiej Szkoły Żeglugi Rzecznej. Impulsem inicjującym była wielka powódź w 1934 r., zwanym rokiem Noego, unaoczniająca konieczność poczynienia inwestycji rzecznych, a przede wszystkim regulację Wisły. Szkoła istniała aż do wybuchu drugiej wojny światowej, a następnie w latach 1940-44 działała w stolicy Miejska Szkoła Żeglugi Śródlądowej, której budynek, wszelkie akta i dokumenty uległy zniszczeniu podczas powstania warszawskiego. Tuż po wojnie, 11 stycznia 1946 r., rozpoczyna w stolicy działalność trzecia szkoła żeglugi śródlądowej, w 1948 r. przeniesiona do Elbląga. Rok 1953 to kolejna przeprowadzka z Elbląga do Wrocławia, a wrocławska śródlądówka przejmując uczniów, akta, majątek, dokumentację archiwalną i sztandar szkół warszawskiej i elbląskiej, staje się spadkobierczynią oraz kontynuatorką ich tradycji.

Tymczasem coraz większa liczba uczniów w kolejnych latach nauki powoduje, że budynek przy ulicy L. Siemieńskiego staje się nadmiernie zagęszczony. W tej sytuacji kierownictwo Żeglugi na Odrze czyni starania o uzyskanie większego lokalu. Efektem tych działań jest kolejna przeprowadzka 3 stycznia 1949 r. pod adres przy ulicy A. Brűcknera 10. Tutaj, kosztem ówczesnych dwunastu milionów złotych, PŻnO wyremontowała i urządziła dla potrzeb szkoły częściowo zrujnowany i niezagospodarowany budynek przedwojennej niemieckiej szkoły ludowej. Oficjalne otwarcie placówki w nowej siedzibie, doskonale zlokalizowanej nieopodal Odry, nastąpiło 3 kwietnia 1949 r. w czwartą rocznicę ponownego uzyskania przez Polskę dostępu do Bałtyku.

Następne lata przynoszą dalszy wzrost ilości uczniów, zmiany kierunków kształcenia, powstanie nowych typów szkół oraz powiększenie bazy i majątku szkoły - nowe budynki, statki szkolne, doskonale wyposażone pracownie i gabinety. Utworzone zostają między innymi: Pomaturalna Państwowa Szkoła Techniczna (1960-1965), Policealne Studium Zawodowe (wydział konstrukcji statków, 1967-1971), Policealne Studium Zawodowe (wydział żeglugi śródlądowej, 1974-1985), Zasadnicza Szkoła Zawodowa (1965-2002), kształcąca w zawodach: marynarz żeglugi śródlądowej, monter maszyn i urządzeń statków, monter kadłubów później też ślusarz-spawacz i ogrodnik terenów zielonych, Technikum Wieczorowe dla Pracujących (1978-2001). W latach 1960-85 powstają i działają filie szkoły, jako tak zwane wydziały zaoczne dla pracujących, w Giżycku, Warszawie, Koźlu i we Wrocławiu, okresowo również w Bydgoszczy i Płocku. W 1964 r. w szkole powołano jedną z dwóch działających w Polsce Komisji Egzaminacyjnych na stopnie oficerskie żeglugi śródlądowej. Przy szkole istnieje też ośrodek kursowego szkolenia na stopnie oficerskie, a statek szkolny rWesterplatte IIr1; jest bazą do przeprowadzania egzaminów praktycznych.
I wcześniej bywały chwile szczególne, gdy czarne chmury gromadziły się nad szkołą. Kiedy w połowie lat pięćdziesiątych kryzys dotknął żeglugę śródlądową, władze ministerialne zakazały w roku szkolnym 1957/1958 naboru do klas pierwszych. W następnym jednak roku kryzys został przezwyciężony i w związku z przeniesieniem ze Szczecina Technikum Dróg Wodnych szkoła zaczęła kształcić na czterech wydziałach specjalistów dla całej, szeroko rozumianej, gospodarki wodnej. Do 1965 r. obowiązywała też nowa nazwa - Technikum Żeglugi Śródlądowej i Gospodarki Wodnej. W tym to właśnie okresie po raz pierwszy epizodycznie w dotychczas męskiej placówce pojawiają się dziewczęta, które w Szczecinie kształciły się jako kadry pomocnicze biur projektowych.

Zwiększaniu się liczby uczniów towarzyszył również znaczny rozwój szkolnej bazy. W roku nauczania 1960/1961 oddano do użytku dobudowany budynek tzw. nowej szkoły z siedemnastoma jasnymi, przestronnymi salami wykładowymi, w 1965 r. doskonale wyposażone i urządzone warsztaty szkolne. Z kolei w 1967 r. z okazji dwudziestolecia placówki otwarto salę gimnastyczną i przepiękną aulą szkolną, będącą do dzisiaj jedną z najlepszych w mieście sal widowiskowych. Również w tym roku przekazano uczniom do użytku basen szkolny oraz budowany z niemałym trudem zespół dwóch budynków internatu na 330 miejsc wraz z kuchnią, stołówką, piękną świetlicą i pełnym wyposażeniem medycznym, co w ówczesnych czasach było rzeczą nieczęsto spotykaną. Te wszystkie inwestycje łącznie z uporządkowanym terenem przyszkolnym i boiskami sportowymi tworzą do dzisiaj doskonały kompleks oświatowy na wzór amerykańskich kampusów, do którego do 1999 r. władze miejskie nie dołożyły ani złotówki. A szkoła była wzorowa nie tylko dla uczniów i nauczycieli. Brana była za przykład także i w opracowaniach naukowych. Odnotujemy w tym momencie fakt powstania dwu prac na temat szkoły: Wacława Kołodziejskiego Historię Zespołu Szkół Żeglugi Śródlądowej w latach 1946-1969, napisaną w 1971 r. pod kierunkiem doc. dr Mirosławy Chmacówny na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Wrocławskiego, oraz Józefa Kuska Internat jako środowisko wychowawcze (na przykładzie internatu Technikum Żeglugi Śródlądowej we Wrocławiu), napisaną w 1975 r. pod kierunkiem dra Jana Malca w Instytucie Nauk Pedagogicznych Wydziału Humanistycznego WSP w Krakowie.

Szczytowy okres rozwoju szkoły to lata siedemdziesiąte. W połowie października 1972 r., z okazji ćwierćwiecza istnienia, placówka otrzymała imię mjra Henryka Sucharskiego. Patrona demokratycznie wybrali sami uczniowie. W przeprowadzonej wtedy ankiecie major Sucharski zwyciężył m.in. Bolesława Chrobrego, Adama Mickiewicza i Marię Skłodowską-Curie. Odsłonięcia tablicy patrona dokonała osobiście Maria Bugajska, siostra bohaterskiego obrońcy Westerplatte, następnie zaś odbyło się przyrzeczenie młodzieży klas pierwszych - niepowtarzalna uroczystość, która od 1962 r. weszła do kalendarza szkolnych uroczystości. Początkowo była to impreza o ceremoniale nieomal wojskowym, z defiladą i elementami musztry, a dla pierwszoklasisty, który po raz pierwszy zakładał wtedy błyszczący świeżością galowy marynarski mundur, stanowiła przeżycie zapamiętywane do końca życia. Uroczystości przetrwały aż do roku 2000, kiedy to rozpoczął naukę ostatni rocznik szuwarowo-bagiennych marynarzy, zwanych również niegdyś spławikami. W ostatnich też czasach coraz częściej zamiast musztry pojawiał się Neptun ze swoim dworem, ale niezmiennym punktem programu zawsze było ślubowanie na szkolny sztandar.
Lata osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte to narastający kryzys gospodarczy i upadek żeglugi śródlądowej w Polsce, co zmusiło do prób poszukiwania nowego modelu szkoły i kierunku kształcenia. Stąd, po przyłączeniu w 1992 r. ZSZ przy Zakładach Naprawczych Taboru Kolejowego na ulicy Rychtalskiej rozpoczyna się kształcenie w takich nietypowych specjalnościach, jak technik ochrony środowiska, ślusarz-spawacz czy ogrodnik terenów zieleni. Także w tym roku na stałe pojawiają się dziewczęta i chociaż wdziewają marynarskie mundury, szkoła staje się klasyczną placówką koedukacyjną.

Na uroczystości 50-lecia szkoły w czerwcu 1997 r. oddano do użytku wspaniale wyposażone pracownie i laboratoria analizy wody i ścieków. Niestety, miesiąc później zarówno one, jak i wiele innych pomieszczeń szkolnych padło ofiarą powodzi tysiąclecia. Zniszczone zostały m.in. gabinety silników okrętowych, mechanizmów pomocniczych, archiwum szkolne, magazyny, szkolne warsztaty, basen, kuchnia internatu i otoczenie. Dzięki postawie nauczycieli i pozostałych pracowników szkoły, którzy tuż po ustąpieniu wody samorzutnie przystąpili do usuwania skutków powodzi, rok szkolny 1997/1998 mógł rozpocząć się bez zakłóceń, Ministerstwo Komunikacji zaś wyasygnowało środki, które pozwoliły na szybki remont pomieszczeń i odtworzenie wyposażenia. Ta powódź była jednak zapowiedzią nadchodzących trudnych czasów.
Dokładnie l stycznia 1999 r. szkoła przestała być szkołą resortową, podlegającą Ministerstwu Komunikacji i w zgodzie z wdrażaną reformą oświaty przeszła pod władzę samorządu miasta Wrocławia, ale - jak w trakcie 20. posiedzenia Sejmu RP 25.04.2002 r. powiedział wrocławski poseł Antoni Stryjowski - samorządy, często mając inną perspektywę oglądu spraw państwowych, w wielu przypadkach nie chciały podjąć trudu prowadzenia szkół zawodowych. Tak stało się i we Wrocławiu, gdzie Rada Miasta postanowiła wygasić kształcenie zawodowe marynarzy śródlądowych. Tak więc, po 55 lalach istnienia, wrocławska akademia żeglugi śródlądowej ma zamknąć swoje podwoje. Tak, jakby Odra, nad którą leży Wrocław, łącząca Śląsk z Ziemią Lubuską, Pomorzem i samym morzem przestała płynąć. Tak jakby inne polskie rzeki, jeziora i kanały wodne nie potrzebowały życzliwych, wykształconych gospodarzy, marynarzy szuwarowo-bagiennych. Tak, jakby Polska nie potrzebowała gospodarki rzecznej.

Kreśląc dosyć pobieżnie historię ZSZ Żeglugi Śródlądowej nie sposób z grona osób związanych z tą szkolą nie wymienić przynajmniej dwóch ludzi, których miałem okazję poznać osobiście i uważam za postacie wielkiego formatu. Pierwszy to Tadeusz Cieśla, dyrektor szkoły w latach 1956-1982. Trudno jest w tych kilku słowach opisać jego zasługi dla rozwoju placówki. Był prawdziwym gospodarzem, dla którego ta szkoła była całym życiem. O tym, jak oceniają go dawni absolwenci, najlepiej świadczy owacja na stojąco i przyjęcie, jakie zgotowali mu podczas ostatniego zjazdu. Drugim był Marian Szwarc - jeden z pierwszych absolwentów szkoły, później pracownik, nauczyciel, wicedyrektor, chodząca żywa historia zakładu i największy w Polsce autorytet w dziedzinie żeglugi śródlądowej, człowiek wielkiego serca dla młodzieży, do końca życia wykładowca przedmiotów zawodowych. Nie wytrzymał napięcia związanego z losami szkoły i na wieczną wachtę odszedł 10 marca 2002 r. wprost z urządzonego przez siebie gabinetu nawigacji i locji. Jego imieniem absolwenci nazwali działające w szkole i wspaniale urządzone Centrum Kształcenia i Informacji Naukowej.
Aby jednak ta próba rysu historycznego szkoły była pełniejsza, koniecznie należy wspomnieć o tym wszystkim, co nieodłącznie towarzyszyło procesowi nauczania i rozwoju placówki. Wymaga to osobnego opracowania, tu jedynie zasygnalizuję niektóre ważne aspekty.

W Technikum Żeglugi przez lata został wytworzony niepowtarzalny styl wychowawczy, który powodował, że świeżo upieczony maturzysta potrafił nie tylko siąść za sterami zestawu pchanego, czy BM-ki, ale również umiał ugotować obiad, wyprasować sobie koszulę czy też wymyć okna. Dzięki elementom dyscypliny dużo lepiej radził sobie ze stresem, w wojsku nie płakał za mamusią i zawsze był ogólnie dobrze przygotowany do zmagań z życiowymi trudnościami.

Również osobnego rozdziału domaga się kwestia udziału młodzieży tej szkoły w powojennej odbudowie miasta, a że był on znaczny, świadczy fakt przyznania szkole w jej dwudziestą rocznicę powstania odznaki Budowniczy Wrocławia. Młodzież uczestniczyła zarówno w wielu pracach (chociażby przebudowa ulicy Toruńskiej, sprzątanie wrocławskich cmentarzy), jak i pomocy przy organizacji miejskich imprez (niegdysiejsze Dni Wrocławia, Wyścig Pokoju, festiwal rWratislavia Cantansr1;). Marynarskie mundury możemy nawet do dziś oglądać w filmie Marcowe migdały w nakręconej na placu J. Piłsudskiego (wtedy jeszcze Klemensa Gotwalda) scenie antysyjonistycznego wiecu.

Cennym dorobkiem placówki jest współpraca międzynarodowa, początkowo rzecz jasna, ograniczająca się do bliskich kontaktów z podobnymi szkołami tego typu w NRD, Czechosłowacji i na Węgrzech. Na początku lat dziewięćdziesiątych nawiązane zostały bliższe kontakty i wymiana turystyczna ze szkołą w Sankt-Petersburgu, a w latach późniejszych bardzo żywe był kontakty ze szkołą niemiecką w Minden. Kroniki szkolne lat siedemdziesiątych wspominają także o wizytach delegacji ONZ, które uznały szkołę za najlepszy ośrodek do kształcenia specjalistów do rozwoju dróg wodnych w Afryce. Brak w nich jednak odpowiedzi, dlaczego nie doszło do rozpoczęcia tej edukacji.

Zawsze też w procesie wychowawczym szkoły poczesne miejsce zajmowały kultura, sport i turystyka. Osiągnięcia w tych dziedzinach są naprawdę imponujące. Sukcesy szkolnych sportowców, zespoły muzyczne, kabarety, festiwale szantowe (Chór Żab Szuwarowo-Bagiennych), rajdy rSterr1; (koło turystyczne rSzeklar1;) to niepodważalny dorobek szkoły. Osobne w nim miejsce zajmuje Szkolny Teatr Poezji Sylaba 68, założony i prowadzony przez Elżbietę Piasecką, laureat wielu krajowych, a nawet zagranicznych festiwali, przez lata jeden z największych uczniowskich teatrów w Polsce. Dowody na to w postaci licznych trofeów, pucharów i dyplomów można było oglądać w przepięknie urządzonej sali historii i tradycji.

Również cennym dorobkiem szkoły i wkładem w rozwój wrocławskiej kultury jest założone pod koniec lat osiemdziesiątych przez Marię Żmijowską i do dziś przez nią kierowane Centrum Kultury, Informacji i Edukacji Samokształceniowej. To miejsce magiczne, gdzie odbywały się spotkania z ciekawymi ludźmi, konkursy i wieczory literackie, w galerii zaś interesujące wystawy prac uczniowskich lub artystów plastyków z terenu Dolnego Śląska.

I być może dzięki tej wszechstronności kształcenia i wychowania wśród licznej rzeszy absolwentów, będących kapitanami statków, oficerami marynarki handlowej i wojennej, pracownikami przedsiębiorstw żeglugowych, nie taka mała jest również grupa tych, których obecny zawód nie łączy się bezpośrednio z żegluga śródlądową. Często są ludźmi znanymi nie tylko w naszym mieście, np. Roman Kołakowski - wrocławski bard, wieloletni dyrektor Przeglądu Piosenki Aktorskiej, Józef Markocki - aktor-mim, twórca i dyrektor Współczesnego Teatru Pantomimy, Marian Czerski - aktor teatru w Legnicy i Wrocławiu, Ryszard Sławczyński - historyk, menadżer kultury, poeta, twórca antologii Kiedy Ty mówisz Odra, Dariusz Speruda - do niedawna dyrektor Wydziału Kultury Urzędu Miejskiego Wrocławia, Krzysztof Szwagrzyk - historyk, oddany pracownik Instytutu Pamięci Narodowej we Wrocławiu, twórca głośnej wystawy Winni? Niewinni?, Ryszard Zbrzyzny - poseł na Sejm, Mirosław Iwanicki - prawnik, radny obecnej Rady Miejskiej Wrocławia, Mariusz Jędra - sztangista, członek narodowej ekipy na olimpiadzie w Sydney, Erazm Humienny - dyrektor schroniska Brata Alberta, ks. Piotr Sarota - misjonarz w Peru, obecnie doktorant w Watykanie, ks. Franciszek Łysiak - proboszcz pod Oławą, jeszcze do niedawna dyrektor filii Wrocławskiego Seminarium Duchownego w Henrykowie, Jacek Gałuszka - zastępca naczelnika Wydziału Porządku Publicznego Komendy Głównej Policji, Krzysztof Śliwka - poeta, autor wielu zbiorów wierszy, laureat prestiżowej literackiej Nagrody im. Georga Traka.
Uchwałą Rady Miejskiej Wrocławia z 30 stycznia 2002 r. przestaje z dniem 31 sierpnia br. istnieć w naszym mieście ZSZ Żeglugi Śródlądowej im. mjra Henryka Sucharskiego. Na ulicę Brűcknera zostało przeniesione XIV LO i od l września 2002 r. w miejsce tak wkomponowanej w historię i topografię miasta śródlądówki zacznie funkcjonować kolejny Zespół Szkół z danym numerem. Jeszcze tylko trzy lata będą się tu kształcić ostatnie roczniki wrocławskich wilków rzecznych. Mimo nadziei i starań - nic się nie zmieniło: 31 sierpnia 2005 r. wrocławscy rajcy, przez ponad pół wieku rozumiejący potrzebę istnienia w mieście nad Odrą szkoły żeglugowej, w czasie, w którym rusza program Odra 2006 i Unia Europejska przyznaje fundusze na regulację Wisły, odesłali na wieczną wachtę Technikum Żeglugi Śródlądowej, a tym samym zamknęli rozdział kształcenia w naszym mieście kadr dla polskiej gospodarki wodnej i żeglugi śródlądowej. Cytowany już wcześniej poseł Antoni Stryjewski, z zawodu geolog, na spotkaniu z władzami oświatowymi naszego miasta, w styczniu 2002 roku, wypowiedział następujące słowa: Ta szkoła jest potrzebna właśnie tutaj, bowiem nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym tysiącleciu Odra miała zamiar zmienić swój bieg i ominąć Wrocław.

Starożytni uważali żeglowanie za konieczność. We współczesnej polskiej reklamie jednego z funduszy emerytalnych pokazano, że emeryt potrafi doskonale żeglować na materacu w swoim pokoju. Być może nasi miejscy decydenci też patrzą na Odrę z perspektywy dmuchanego materaca.

I jeszcze miła powinność. Serdecznie dziękuję panu dyrektorowi Tadeuszowi Cieśli za bezcenne informacje o szkole oraz całej rodzinie Waldemara Rybickiego, absolwenta z 1978 r. za pomoc przy powstaniu tego artykułu.
mgr Krzysztof Brzozowski


Odsłonięcie tablicy z okazji 60-lecia szkolnictwa żeglugowego we Wrocławiu. Tablice wmurowano staraniem Stowarzyszenia TŻŚ przy wejściu do naszej szkoły. Tablice odsłania Waldemar Rybicki - prezes Stowarzyszenia, obok niego najstarszy z absolwentów - Zdzisław Mordal, za nim w głębi - autor artykułu - Krzysztof Brzozowski, kilka stopni niżej - kmdr Ryszard Zaremba - "najwyższy stopniem" absolwent TŻŚ.


Udostępnij:

23.01.2008 10706 wyświetleń 16 komentarzy 0 ocena Drukuj



16 komentarzy


  • jarek malibu
    jarek malibu
    Szkoda tej wspaniałej szkoły ,ale wszyscy musimy zdać sobie sprawę z tego ,że jeśli nie będzie w Polsce rzek po których mogłyby pływać statki śródlądowe ,w ekonomicznie uzasadnionych realiach to możemy tylko patrzeć jak ginie szkoła ,statki ,i ludzie którzy odchodzą za granicę i do innych zawodów.Jedyny sposób to wywierać wpływ na elity rządzące w sprawie martwicy Polskich rzek,i nie tylko tutaj w kraju lecz i w parlamencie europejskim.Odnoszę wrażenie że ci, którzy dorwali się do Odratransu mieli za zadanie zniszczyć to co pozostało po przemianach w1989 r.
    - 23.01.2008 19:16
    • W
      Witold
      KANDYDATÓW NA WILKIÓW RZECZNYCH BRAK.Władze Wrocławia zlikwidowaławy szkolnictwo zawodowe (podobno kojarzyło się z minioną epoką),w ich miejsce powołano LICEA PROFILOWANE no i co ,no inic większa część absolwentów tych liceów nie zdaje MATURY .Dlaczego,jest za słabo przygotowana.Próba utwożenia TŻŚ przy ulicy Młodych Techników spaliła na panewce,zgłosiło się 3 kandydatów [słownie TRRZECH,].Podobna sytuacja panuje w innych Szkołach technicznych.WNIOSEK;Zbyt łatwo przychodzi niszczenie tego co INNI budowali przez lata,całe pokolenia .Żal WSPIANIAŁEGO mojegoNAUCZYCIEŁA PANA INŻ.MARIANA SZWARCA który cieszył się dorym zdrowiem.Jednak nie wytrzymał przemian w SZKOLNICTWIE.POZDRAWIAM WSZYSTKICH MARYNARZY .
      absolwent XIV LO i PSŻŚ[Akademi Szuwrowo-Bagiennej" ]
      - 30.01.2008 23:39
      • M
        Marek Zawadka
        Mam prośbę do Pana Mielczarka. Własciwie kilka pytań.

        1. Jakie to skrypty i podręczniki wydawało TŻŚ. ja w latach 1979 - 1984 nie widziałem żadnego. Nie mieliśmy zajęć na podstawie żadnego skryptu. Była publikacja Miłkowskiego. I przepisy żeglugowe. A także Informator dróg wodnych z 1961 r. Tyle, że tego nie pisali ani nie wydawali ludzie z TŻŚ.

        2. inż. Śladkowski przyszedł do TŻŚ gdy był na emeryturze. I już po 1945 był gwiazdą wśród działaczy odrzańskich. Podobnie na koniec swojej kariery przyszedł Marian Kosicki. Jakie skrypty wydało im TŻŚ?

        3. Jacy pracownicy naukowi Uniwersytetu pracowali w TŻŚ? Ja pamiętam jednego wykładowce od Budowy i Remontu Statków z Politechniki i był ktoś z Navicentrum. Za moich czasów to było wszystko.

        4. A sprawa przejęcia szkoły? przecież ktoś do tego doprowadził z władz szkoły. Gdyby była silna nikt by jej nie przejmował. Gdyby była nowoczesna i miała sukcesy też nie. Ja się nie dziwię, że ktoś zapolował na tak atrakcyjny kawałek miasta. (na marginesie kiedy zlikwidowano Technikum Kolejowe i LZN?)

        5. Czy losy szkoły nie były związane z losami żeglugi odrzańskiej?

        6. Nie uważam, iż długie trwanie na stanowisku dyrektora dobrze służy firmie. uważam też, że dobry dyrektor powinien po sobie pozostawić kadrę zarządzającą kreatywną i umiejącą dostosować firmę (tu szkołę) do czasów współczesnych. Upadek TŻŚ zaczął się z upadkiem żeglugi odrzańskiej, czyli z rokiem 1981. Po 1990 było już tylko "dorzynanie watahy"

        Szanowni Państwo.
        Czytając wasze wpisy na temat szkoły i na temat żeglugi wielokroć zastanawiam się, że sami mitologizujecie zagadnienie nie tylko szkoły - bo to rozumiem ale także problemu transportu wodnego śródlądowego na tle całej infrastruktury transportowej kraju. Mam wrażenie, że w dużej mierze fałszujecie zagadnienie dla swoich celów.

        Mam takie pytanie: Monografia Odry została napisana w 1948 r. Miłkowski napisał techniczną monografię rzeki w 1974. - zresztą niedostępną w obiegu oficjalnym. Dlaczego więc skoro to takie ważne nikt nie napisał więcej publikacji? Patrzcie ile jest o kolei. Ile o drogach? Ile nawet o lotnictwie czy gospodarce morskiej. Znacie jakąś sensowną publikacje - skrypt o eksloatacji żeglugi i portów (jest z 1972?) autorstwa dyrektora Zjednoczenia.
        - 09.01.2011 10:46
        • Adam Reszka
          Adam Reszka
          Nie wdając się szerzej w polemikę w kwestiach poruszonych w powyższych komentarzach dodam tylko, że znałem dobrze dyr. Tadeusza Cieślę z najlepszej strony i za jego namową podjąłem się kierowania warszawską Filią wrocławskiego TŻŚ dla pracujących marynarzy. Bezpośrednią pieczę nad rzeczoną Filią miał świetlanej dla mnie pamięci inż. Czesław Śladkowski, oficer rez. Flotylli Pińskiej i rzadkiej klasy specjalista ds. żeglugi i stoczni, z którym serdecznie przyjaźniłem się. Nigdy nie zapomnę też współpracy z Marianem Szwarcem.

          Nauczycielem matematyki był u nas prof.dr inż. Wiesław Niewczas, dyrektor Instytutu Mechaniki Precyzyjnej PW, Który matematyką bawił się, świetnie przygotowując słuchaczy do matury, co wywoływało zdumienie wrocławskiego delegata do Komisji Maturalnej niezapomnianej Jadzi Krutul. Podobnie było z innymi nauczycielami, którzy nauczali w warszawskiej Filii nie dla zarobków, lecz z wdzięczności za częste rejsy w okolicach Warszawy, które uwielbiali, i podczas których nawiązywali z marynarzami przyjaźnie.

          Przypomnę też, że obok skryptu inż. Sebastiana, staraniem Dyrekcji TŻŚ wydany zostal inny, świetny skrypt, uważany za "biblię" nawigatorów: WRÓBLEWSKI, M.: Poradnik teorii prowadzenia statku. Gdynia 1966. Ten sam wydawca i nakład. Innymi ważnymi podręcznikami były: RADZIEJEWSKI: Służba pokładowa na statku rzecznym; LAMBOR: Locja rzek; ADRJAŃSKI: Słuba liniowa na śródlądowych drogach wodnych. Wymieniam tylko najważniejsze pozycje.
          - 10.01.2011 12:31
          • M
            Marek Zawadka

            Cytat


            2. Od kiedy to w Polsce szkoły średnie mają własne wydawnictwa? Od kiedy to na szkolach średnich i jej kierownictwie spoczywał lub spoczywa obowiązek wydawania czy finasowania podręczników lub skryptów? I wreszcie czy to kadra dydaktyczna szkoły średniej odpowiada za program szkolny, a nie przypadkiem jest on narzucany z pozycji ministerstwa - czego przykładem nie tak dawno była ingerencja ministra Romana Giertycha w przedmiocie wykazu lektur szkolnych?

            Przecież to była szkoła średnia resortu ministerstwa komunikacji. Z jednej strony pisze Pan, że wydawano, teraz pisze Pan, że nie jest do tego przeznaczona. A już pomieszanie czym jest lektura a czym jest podręcznik czy też skrypt do nauki przedmiotu zawodowego to trochę nie na miejscu. I nie rozumiem po co Pan porusza tu Giertycha?
            Czesław Śladkowski w artykule prezentowanym tutaj też pisze, że są duże kłopoty z podręcznikami do przedmiotów zawodowych. Pan twierdzi, że takie były. Pytanie kto się mija z prawdą.

            Cytat


            3. Pisze Pan, że nie widział żadnego skryptu w latach swojej nauki w TŻŚ. Czy ja wyglądam na człowieka, który będzie Pana podręczną pamięcią? Czy Panu przypadkiem nie myli się proces nauczania na studiach wyższych ze szkołą średnią? Od kiedy to na nauczycielach w szkole średniej będących w znakomitej większości tylko magistrami spoczywa obowiązek prowadzenia badań naukowych. Wszak prace magisterskie z reguły są pracami przyczynkarskimi, a nie stricte naukowymi. Więc czemu Pan oczekuje pisania podręczników od belfrów w TŻŚ?

            Po co ten ton? jaka pamięć podręczna? Czy się zapytać nie można? Skoro Pan twierdzi, że uczył sie z podręczników to ja się zapytałem z jakich. Już nie oczekuję tytułów do Nawigacji, Locji, przepisów żeglugowych itd... Po prostu chciałem wiedzieć, jakie podręczniki WY mieliście a potem ustalić dlaczego nie było ich w latach 80. Tak trudno bez jadu odpowiedzieć?
            I nic mi się nie myli. Przecież twierdzicie, że to byli wybitni i genialni wykładowcy. Więc tacy powinni zrobić skrypty. Zwłaszcza, że do każdej lekcji powinni miec konspekty - powinni czy nie? Dlaczego teraz wielu nauczycieli szkół podstawowych tworzy zeszyty ćwiczeń do edukacji regionalnej, do ścieżek ekologicznych?
            Ja juz nie bedę wracał do Pana poprzedniego wpisu i się pytał czy może Pan udostepnić dane na których oparł Pan swoją teorię, że poziom przedmiotów zaowodwych był wyższy czy też porównywalny z innymi Technikami. Także nie wymagam od Pana danych skąd wie Pan o porównaniu poziomu nauczania między szkołami wrocławskimi. Bo wiem, że takich porównań nie było. Nie było wówczas rankingów. Pan po prostu konfabuluje.
            A wracając do meritum. Były robione prace dyplomowe czy też ludzie byli na praktykach a zajecia prowadzili fachowcy. tak trudno było to zebrac i wydac na prawach rękopisu?

            Cytat


            4. Czy przypadkiem w szkołach wyższych nie zabiega się o pozyskanie do swego grona wybitnych profesorów z dorobkiem naukowym udokumentowanym szeregiem publikacji? A skoro tak, to dlaczego deprecjonuje Pan fakt pozyskania do pracy w TŻS kilku wybitnych inżynierów m.in. Czesława Śladkowskiego, Mieczysława Sebastiana, Mieczysława Wróblewskiego, Edmunda Pająka, Mariana Szwarca. Dodam, że inżynier nie jest tytułem naukowym, o czym Pan wie. Szkoły średnie nie miały i nie mają obowiązku zatrudniać naukowców z tytułami doktorskimi. Owszem, jeśli taki człowiek się pojawi, to dyrektor szkoły zapewne go zatrudni. Tylko pytanie, kto z tytułem naukowym zdecyduje się uczyć młodzież w szkole średniej? Może Pan?


            Ukończyłem dr w 1999 r. do 2003 r. pracowałem w podstawówce i równolegle na uczelni. Wiele moich znajomych pracuje w obu placówkach. Ba w podstawówkach lepiej płacąSmile. A ja już nie pracuję na uczelni ani w podstawówceSmile

            Nigdzie nie krytykowałem faktu pracy np. Śladkowskiego - zresztą jak widzę zna Pan dobrze mój dorobek naukowy i zapoznał się z tekstem poświęconym Kuszewskiemu. Tam też jest o Śladkowskim. To bardzo dobre rozwiązanie by ludzie w wieku emerytalnym dzielili się doświadczeniem z młodzieżą. A jeszcze lepiej by z ich obecności korzystali także inni nauczyciele zawodu. Coś na zasadzie mistrz - uczeń. I może powie Pan jakich to uczniów mieli w zawodzie nauczycielskim Śladkowski i Wróblewski? Poza Marianem Szwarcem wymieni Pan kogoś?

            Co do punktu następnego proszę się zastanowić jaka jest różnica między pracą najpierw w TŻŚ a potem na uczelni a pracą na uczelni i równolegle w TŻŚ.

            Na więcej poruszanych przez Pana kwestii pozwoli Pan, że odpowiem później. Tyle w nich niechęci do ustroju po 1990 i tęsknoty za tamtymi czasami, że musze oddzielić propagande i zacietrzewienie Pana od realnej wiedzy.
            Co do tego czy piszę jakąś pracę o Odrze. Nie nie pisze. Napisałem i czasami sobie wracam do tej problematyki. Obecnie zajmuje się czyms innym.Uczy mnie to dystansu do życia oraz realnej oceny przeszłości.

            Na pana retoryczne pytanie odpowiem jak znajdę raport kapitanów żeglugi na Odrze z 1981 r. a za notkę bibliograficzną bardzo dziekuje. Potwierdza ona teorię, że w szkole byli ludzie którym się chciało i którym się nie chciało. Tych drugich było wiele a pierwszych... Jeden? Dwóch? W całej historii szkoły?
            Mało bym zmienił zdanie.

            Pozdrawiam
            I życze spokoju na emeryturze. Jakoś nie wydawało mi się, że prosta wymiana różnych opinii zmusza Pana do wysyłania mnie do Tuska czy też do Grabarczyka...Musiał mój wpis być dla Pana traumatycznym przeżyciem. Przepraszam
            - 10.01.2011 23:01
            • Adam Reszka
              Adam Reszka
              @marek Zawadka: Panie Marku! Czy mój komentarz też Pana uraził? Pragnąłem tylko zwrócić uwagę na ważne podręczniki wykorzystywane w toku nauczania, którymi za moją poradą posługiwali się słuchacze warszawskiej Filii TŻŚ dla pracujących marynarzy. Jako historyk kult. mat. z wykształcenia (na UW na jednym roku z Bronkiem Geremkiem i Ryśkiem Kapuścińskim) zajmowałem się nautologią, dysponując bogatą bibliografią opracowań nt. żeglugi. Pozdrawiam i przepraszam za wtrącanie się do powyższej dyskusji - ARes.
              - 10.01.2011 23:24
              • M
                Marek Zawadka
                Ależ nieSmile Ani Pana ani Pana Mielczarka. Tyle, że po prostu pragnę się dowiedzieć czegoś więcej w tym temacie. w temacie Technikum. Nie interesują mnie prywatne opinie dotyczące Tuska, Grabarczyka czy też poglądów na transformacje. Mnie interesuje to w jaki sposób ze szkoły uważanej przez kolegów za znakomitą w ciągu dziesięciu lat stała się Ona szkołą przeciętną. Wyróżniającą się mundurem i falą. Bo już praktyki były ograniczane.
                Archiwum TŻŚ nie ma. Koleżanka widziała w Ministerstwie Oświaty programy nauczania przesłane przez Ministerstwo Komunikacji.
                A co do bibliografii, z tym że, odrzańskiej to mam bodajże komplet na stan 1986/1987 r.
                Ja po prostu nie rozumiem dlaczego nauczyciele nawigacji czy też zawodu mając takich mistrzów jak Śladkowski i Wróblewski nie przejeli przynajmniej ich części warsztatu dydaktycznego.
                Cóż. Ja mogę powiedzieć kto mnie nauczył warsztatu dydaktycznego, warsztatu naukowego czy też poszukiwań po archiwach. Mogę też powiedzieć kto mnie nauczył organizacji imprez.
                Odpowiadając na Pana pytanie Panie Adamie.
                Pana komentarz mnie nie obraził, a wręcz ucieszył. Dziękuję
                - 11.01.2011 00:22
                • Apis
                  Apis
                  Nawet najlepszy teoretyk nie nauczy zawodu. Odkąd zaczęto wymagać tzw. "wyższego" wykształcenia od nauczycieli przedmiotów zawodowych - do szkół kształcących w zawodzie (a więc w tym do TŻŚ) napłynęła masa zupełnie nieprzydatnych teoretyków - dla których podstawą nauczania miał być skrypt, bo w głowie mieli niewiele lub zgoła nic. Teoretyk nie nauczy nawigacji, teorii prowadzenia statku, locji rzek czy obsługi silników spalinowych i mechanizmów pomocniczych na statku.

                  Odcięto się tym samym dobrowolnie od źródeł wiedzy praktycznej jaką dysponowali i mogli ja przekazywać np. doświadczeni kapitanowie czy mechanicy. Kiedy w 1981 roku przyszedłem do pracy na statku szkolnym (jako doświadczony kapitan dawnej I kl, z Patentem Reńskim i Łabskim) - już po niecałych dwóch latach robiono wszystko abym sobie poszedł... Moje metody nauczania nie pasowały do zaczynającego się już zepsucia nazwanego reformą szkolnictwa. Jako ciekawostkę dodam, że uczący w tym samym czasie nawigacji pan Bartoszek dopiero niedawno ze zdziwieniem dowiedział się, że byłem kapitanem statku szkolnego (sic!).

                  Dlatego zapewne potem w TŻŚ uczono "organizacji imprez" lub innych bzdetów i tu jest pogrzebany "pies polskiego szkolnictwa zawodowego", które jakie dziś jest - każdy widzi. Mamy nadwyżkę urzędasów, speców od marketingu i zarządzania, nawiedzonych ekologów, a ani jednego fachowca z prawdziwego zdarzenia... Ogólniaków mamy w nadmiarze i "wysoko wykształconej" młodzieży także. Siedzi ona potem na zmywaku w Irlandii. Skąd taki stan? Ano stąd....

                  Ąż dziw, że ma kto jeszcze budować domy czy drogi. Ale niedługo nie będzie miał kto. Ci co potrafią - pojadą do Niemiec a u nas zostaną sami "wysoko" wykształceni teoretycy... Będą pisać skrypty jak zbudować dom nie widząc nigdy w życiu cegły.
                  - 11.01.2011 09:27
                  • M
                    Marek Zawadka
                    W związku z tym, że trudno niestety mi pojąc że Pan Mielczarek do słowa pisanego dodaje jeszcze jakieś teorie niewypowiedziane to dalsza rozmowa nie ma sensu. Poza tym, że z przerażeniem zauważam, że nie zna On pracy Mariana Miłkowskiego, Odrzańska Droga Wodna. Wydana przez Ministerstwo Komunikacji. Sam autor nigdy nie pracował w TŻŚ. Był pracownikiem przez pewien czas firm budowlanych wodnych a później Nawicentrum. Po wydaniu ksiązki publikował wiele artykułów na temat odrzański. Jeden z wiekszych orędowników sprawy odrzańskiej od połowy lat 70 do dzisiaj.

                    a do wpisu Apisa
                    Ja nie pytam się o teoretyków tylko o praktyków. A skoro tu się chwali, że przychodzili ludzie z uczelni i to świadczy dobrze to mam pytanie. Czy to byli praktycy czy teoretycy?

                    Czyli rok 1983? Przecież to robili spadkobiercy dyrektora Cieśli. Tacy jak in nauczył i wychował. Jego uczniowie. Nieprawdaż?

                    A już przytyk o tym że uczono organizacji imprez w TŻŚSmile Panie Andrzeju mógłby Pan sobie darować.
                    Ja tego się nauczyłem po szkole. I to kilka lat dobrych później. A mistrzami moimi byli: Jerzy Górski - Triathlon Głogów (organizator m.in. Mistrzostw Europy w duathlonie) oraz Marek Idzikowski (Polski Związek Badmintona w Warszawie) dzięki któremu udało mi się zorganizowac wiele ciekawych imprez poczawszy od Indywidualnych Mistrzostw Polski a skończywszy na masowych zwodach dla dzieci.

                    Pozdrawiam
                    Marek Zawadka

                    PS. Do Pana Waldemara. Program Szkoły średniej zatwierdza ministerstwo. W żegludze było tak, że to szkoła występowała do zjednoczenia a zjednoczenie o akceptację do ministerstwa.
                    A i oczywiście, że nie jestem Kwiatkowskim. Wie Pan to, że potrafię oddzielić geniusz tego działacza w czasach znienawidzonej przez Pana prawicowej II RP do manipulowania nim przez komunistów w ukochanym przez Pana ustroju to nie powód by mi zarzucać aż taką megalomanie. Prosze Pana - czy to tak naprawdę boli że przeczytałem dużo ksiązek od Odrze, żegludze. Że zapoznałem się z wiekszością dokumentów? I że pływając po Odrze bądź znając ja dosyć dobrze od strony brzegu wypowiadam się na ten temat? Przecież podobnie jak i Pan mam do tego prawo. także na tych stronach. Nieprawdaż? czy to tak strasznie Panu przeszkadza?
                    - 11.01.2011 09:59
                    • Apis
                      Apis

                      Cytat

                      Czyli rok 1983? Przecież to robili spadkobiercy dyrektora Cieśli. Tacy jak in nauczył i wychował. Jego uczniowie. Nieprawdaż?

                      Ci sami ale jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienieni po 1981 roku. "Teraz my pokażemy!". Liczę na domyślność komu i co pokażemy...

                      Cytat

                      przychodzili ludzie z uczelni i to świadczy dobrze to mam pytanie. Czy to byli praktycy czy teoretycy?

                      Pisałem o nauczycielach zawodu, ale skoro o tym mowa - Teorii okrętu (przedmiot nazywał się Budowa i Teoria Statku) uczył nas Andrzej Piętka (tytuły pominę). Przedmiot wprawdzie miał w nazwie "teorię" - ale był to wybitny choć młody jeszcze wiekiem praktyk ze Stoczni Zacisze i Politechniki Wrocławskiej - konstruktor kadłubów, obeznany doskonale z całym procesem powstawania statku i to bynajmniej nie z czytania skryptów. Mozna powiedzieć, że statek jako twór stoczniowy miał w małym palcu. Jego wiedza nas onieśmielała wręcz - był też wymagający. Jesli dodam, że zwracał się do nas (np. czytając liste obecności) jak do studentów: "pan Podgórski, pan Mielczarek" - jego autorytet wzrastał dodatkowo.

                      Waldek Mielczarek (a nie Mielcarek) przywoływał raczej inne przykłady. Dodam więc jeszcze, że Karolina Wieczorek - nauczycielka języka niemieckiego miała lektorat na wrocławskiej ASP, po maturze zdawałem tam i na egzaminach wstępnych stanąłem znów przed "naszą upojną Karoliną".

                      Cytat

                      A już przytyk o tym że uczono organizacji imprez w TŻŚSmile Panie Andrzeju mógłby Pan sobie darować

                      To taka paralela do tego, że w TŻŚ niczego już później nie nauczono oprócz fali itp. "imprez". To przecież Pańska konstatacja.

                      Ponadto uważam, że nie na miejscu jest wytykanie sobie nawzajem "przynalezności" do ustroju. Mysmy w szkole wyboru nie mieli - cała Polska była komunistyczna. Uczelnie też. Nie przeszkadzało to jednak byc porządnym człowiekiem. I dobrym fachowcem choć bez dyplomu też....
                      - 11.01.2011 10:26
                      • x5
                        x5
                        Bardzo się cieszę, że artykuł zamieszczony prawie 3 lata temu i przypomniany teraz ( przeze mnie ) upamiętniający Ś.P. mgr Krzysztofa Brzozowskiego wywołał taką lawinę komentarzy.

                        Cześć Twojej pamięci i pokój nauczycielskiej Duszy Panie Krzysztofie.

                        z wyrazami smutku
                        Józef Węgrzyn
                        - 11.01.2011 14:41
                        • M
                          Marek Zawadka
                          Właśnie kolega Apis podkreślił, że następcy dyr Cieśli, ludzi których on nauczył i przygotował do stanowiska nie podołali roli. Ja nie wnikam czy uniesli czy po prostu się nie nadawali. Uważam, a wtedy chodziłem do szkoły, że się nie nadawali do tej roli. I będę podkreslał, że długie trwanie na stanowisku kierowniczym w jednej firmie nie jest niczym dobrym.

                          Nie wiem na czym polegała paralela. Ja nigdzie nie napisałem,że organizacji imprez nauczyłem się w TŻŚ. Ja wiem, że wyraz "impreza" ma też młodziezowe zastosowanie, ale chyba by to organizowac nie trzeba mieć większych umiejętności.

                          A w kwestii ustroju. Proszę przeczytać pierwszą odpowiedź Pana Mielczarka na mój wpis.Od pewnych rzeczy nie uciekniemy - np. od oceny przeszłości. Ale czy to trzeba wyzywac od prawicowców. Nie wiem. Może pokolenia pewne tak mają.

                          A i w kwestii konspektów. Każdy nauczyciel zobowiazany był do robienia konspektów. I to była rzecz do wglądu dla dyr i innych kuratoriów. To jaki problem to było zebrać w całość?
                          Nie uczyli przecież bez planu jakiegoś?

                          PS. A swoja droga to strasznie pachnie megalomania gdy tak piszemy o wrocławskim TŻŚ. Przeciez skuteczność Kozielskiego w kształceniu nie była gorsza. A jakże efektywniejsza. Istnieje do dziś.
                          - 11.01.2011 16:09
                          • Apis
                            Apis

                            Cytat

                            Istnieje do dziś.

                            Zapewne głównie dzięki orkiestrze dętej.... Gdyby nie ona - już by je zlikwidowano kilka lat temu. Były takie zakusy.
                            - 11.01.2011 16:33
                            • M
                              Marek Zawadka
                              Na podstawie tego, że użył Pan w stosunku do mnie określenia "prawicowiec". i dodał kwestię o Kwiatkowskim. I to fantastyczne jest, że człowiek uważający komunę za coś o wiele lepszego niż demokracja mówi, że szanuje II RP która była demokracją a jej uwarunkowania polityczne opisane zostały w książce o Nikodemie Dyzmie i np w Teatrze "Bigda idzie" a życie codzienne w "Dziewczetach z Nowolipek". I krytycznie sie odnosi do czasów po 1990 r. Fascynujące.


                              a co do mojego udziału w polskiej nauce? Ma Pan coś merytorycznego do któregoś z moich tekstów publikowanych na tym portalu? Tekstów zasadniczych?
                              Co Panu nie pasuje? Dobór źródeł? Zła struktura prac? Złe wnioski?
                              A może powie Pan coś na temat innych moich publikacji? Mozna podejśc do biblioteki i zapoznać się. A Pan już współczuje polskiej nauce? Co Pan wie o mnie, poza tym, że nie podzielam Pana opinii na temat TŻŚ?
                              To proszę - jakie to są błedy bądź przekłamania w tekscie o Taborze o Armii Czerwonej na Odrze, czy nawet o poroblematyce społecznej związanej z Odrą? Do dzieła. Bo inaczej uznam, że jest Pan li tylko zwykłym pieniaczem i potrafiacym obrażać człowiekiem.Także proszę o uwagi do tych tekstów. Bo to jest mój wkład w naukę. Niewielki ale własny.
                              - 11.01.2011 18:00
                              • M
                                Marek Zawadka
                                Smile

                                Cytat

                                Panie wszystkowiedzący, nie nadymaj się tak, bo Pan pękniesz!


                                No właśnie. Tak to jest jak się samemu nie ma wiedzy. Wykpić, okpić, zarzucić prawicowość, a gdy przychodzi do konkretnej dyskusji obrazić dalej...Smile

                                Rozumiem, że tych tekstów nie chciało się Panu czytać. Wiem są za długie. No i momentami nudne.Tyle, że zawsze rzetelne.
                                - 11.01.2011 21:19
                                • Teos
                                  Teos
                                  "Locja" Lambora w postaci pdf leży na moim Chomiku:
                                  http://chomikuj.pl/Teos63/*c5*bbeglug...936256.pdf
                                  Niestety biblioteki oddają tego typu książki na przemiał ze względu na brak wypożyczeń ;-(
                                  - 17.01.2011 10:11

                                  Dodaj lub popraw komentarz

                                  Zaloguj się, aby napisać komentarz.

                                  Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
                                  Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.
                                  Niesamowite! (0)0 %
                                  Bardzo dobre (0)0 %
                                  Dobre (0)0 %
                                  Średnie (0)0 %
                                  Słabe (0)0 %
                                  Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na nasze ustawienia prywatności i rozumiesz, że używamy plików cookies. Niektóre pliki cookie mogły już zostać ustawione.
                                  Kliknij przycisk `Akceptuję`, aby ukryć ten pasek. Jeśli będziesz nadal korzystać z witryny bez podjęcia żadnych działań, założymy, że i tak zgadzasz się z naszą polityką prywatności. Przeczytaj informacje o używanych przez nas Cookies