Z wdzięcznością za przyjaźń...Drukuj

"Odszedł do cichej krainy,
do ciszy wśród niebieskich fal,
odpocząć po pracowitym życiu,
zostawił smutek i żal"


Na Tumskiej Górze, u której stóp płynie rzeka Wisła, często siadam w zacisznym miejscu wśród wiekowych kasztanów, wpatrując się w dół, na rzekę w której jak w lustrze odbija mi się obraz całego mojego zawodowego życia, które związane jest od dzieciństwa z moją wierną rzeką Wisłą.

Wśród wiślanych marynarzy, a znałem ich wielu, przed 50 latu poznałem człowieka, który całe swoje dorosłe i zawodowe życie poświęcił żegludze śródlądowej, szczególnie Wiśle. Jego fascynacja naszą nie ujarzmioną rzeką, która była i jest jak mawiał św. pamięci Pan Adam Reszka "kondensatem wielowiekowej historii Polski" w której po jego długim życiu teraz mogę wspominać jego w niej wprost charyzmatyczny udział. Po jego odejściu na nieznany nam drugi brzeg rzeki, wciąż wracam pamięcią do wiersza poety:

"Rzeko polska,
rzeko rodzinna,
rzeko mojego życia,
Dokąd płyniemy?
Jeśli u Twoich ujść
jest moja radość ostatnia…"



Pana profesora, komandora, magistra i historyka, kapitana żeglugi śródlądowej, wspaniałego dydaktyka, nautyka, i erudytę, byłego kierownika inspektoratu żeglugi śródlądowej w Warszawie, wieloletniego przewodniczącego państwowej komisji egzaminacyjnej na wszystkie stopnie w marynarskim stanie, śp. Adama Reszkę poznałem na początku lat 50tych ubiegłego stulecia. Wtedy jako młody, nienagannie ubrany w marynarskim mundurze wówczas jeszcze bez oficerskich szlifów, był kierownikiem - szyprem "Złotej Kaczki".

Była to nieduża holenderska barka typu tjalk, ocalała po wojnie w płockim porcie handlowym. Barkę tą przeholowano do warszawskiej stoczni czerniakowskiej, gdzie została przystosowana do teatralnych przedstawień, niosąc oświatę i kulturę wzdłuż nadwiślańskich miast i miasteczek. "Złota Kaczka" cała pomalowana na biało ze złoconymi falszburtami, chodziła jako wystawa Polskiej Sztuki Ludowej, na której na górnym pokładzie (nadbudówki) widniał baner "Teatr ziemi mazowieckiej".

To właśnie tu na "Złotej Kaczce" przycumowanej do czerwińskiego przyczółka po raz pierwszy byłem w teatrze - na wodzie, na sztuce "Pan Jowialski". Po niespełna 10 latach znów spotkały się nasze drogi. Pan Adam wykładał nam wtedy, początkującym marynarzom na organizowanych przez Żeglugę Warszawską kursach przedmiot "geografia śródlądowych dróg wodnych". Ten sympatyczny młody magister historii, z fajką w zębach Pan, jak nikt inny z wykładowców posiadał dar przekazywania swoich żeglugowych wiadomości dla przyszłych oficerów żeglugi śródlądowej. Wówczas nie chodził w marynarskim mundurze, za to swoją żeglugową pasją, zaraził wielu z nas do kontynuowania zawodu marynarza.

Był rok 1962, Pan Adam pracował w filii Wrocławskiego Technikum Żeglugi Śródlądowej w Warszawie, której dyrektorem był p. Raczyński. Nie tylko ja, ale wielu moich kolegów wytrwaliśmy w tym zawodzie do końca zawdzięczając to naszemu niezastąpionemu, całym sercem oddanemu tematyce żeglugowej nawigacji - po rzekach polskiego śródlądzia. I choć wiślane baty, krypy, szkuty, galary i barkasy już się skończyły, wciąż Pan Adam na swoich wykładach z ogromną pasją do tych tematów wracał. Według mnie był jedynym, aktywnym autorytetem, był przepełniony wiedzą i żeglugową pasją od wczesnej młodości do ostatnich swoich dni.

W 1967 roku zestaw pchany Żubr-W-19 przycumował przy toruńskim bulwarze aby załoga uzupełniła prowiant. Wracając z zakupami spotkałem Pana Adama nad Wisłą - serce mi mocniej zabiło na to nieoczekiwane spotkanie, przez chwile zabrakło mi słów na jego przywitanie. Nie mogliśmy się nacieszyć z tego przypadkowego spotkania, wtedy powiedział mi, iż "bardzo się cieszy z mojego szybkiego awansu jako sternik na wiślanych pchaczach", a potem dodał "że tego się po mnie spodziewał". I choć sygnał Żubra ponaglał mnie do szybkiego powrotu na pokład, to jednak Pan Adam, mój wykładowca w tym momencie ważniejszy był dla mnie od mojego kapitana H. Suwały.

Później był rok 1998, kawalkada statków, jachtów i żaglówek pod dowództwem retmana "Wiślanego flisu" Pana Adama Reszki, przesuwała się w dół Wisły od Fordonu do Chełmna, gdzie zatrzymała się na postój nocny. W tym pamiętam, słonecznym dniu stan wody w Wiśle był na pograniczu stanów średnich i niskich. Holując lodołamaczem "Delfin", pogłębiarkę, koszarkę wraz z kilkoma pontonami i magazynem paliw z Ciechocinka do Suchacza na plac budowy na Zalewie Wiślanym o godzinie 20:00 zatrzymałem się na postój nocny w Chełmie przy lewym brzegu Wisły. Po przycumowaniu do brzegu mojego holunku, rzuciłem hol i podpłynąłem "Delfinem" do prawego brzegu Wisły, gdzie zatrzymał się na noc "Wiślany flis", a jego retman Pan Adam Reszka radośnie przywitał mnie wznosząc prawą dłoń do swojego kaszkietu, na wysokość swojego ucha po czym rzekł: "Czołem Panie Kapitanie - mój przyjacielu, a jednak mnie dogoniłeś". Wtedy poznałem jego wnuczkę Małgosię, wówczas jeszcze młodziutką, sympatyczną panienkę i wielu innych przyjaciół Pana Adama.

Po jakimś czasie musieliśmy się rozstać i znów rzekł: "Do zobaczenia na szlaku Panie Stanisławie, jutro oczekuje nas wójt Świecia nad Wisłą km 814, może nam się uda wejść na rzekę Wda ( Czarna Woda)". Po kilku dniach wracałem "Delfinem" z Zalewu Wiślanego i znów spotkanie na 13 km rzeki Szkarpawa w miejscowości Rybino, gdzie mogłem gościć na swoim pokładzie Pana Adama i Pana Zdzisława Mellera- kierownika Inspektoratu RZGW z Włocławka. Niezapomniane spotkanie - dysputa na tematy żeglugowe trwała do późnej nocy.

Jego żeglugową wiedzę wchłaniałem na kursach: bosmanów, sterników, poruczników i kapitanów, zawsze Go podziwiałem i darzyłem wielkim szacunkiem, za Jego sympatyczny uśmiech i do bólu szczere rady, ostrzeżenia żeglugowe porady oraz dbałość o estetykę naszych statków. Tak więc jego nazwisko znane i długo będzie znane na polskim śródlądziu.

Był świadkiem odradzającej się powojennej żeglugi i nie tylko wiślanej, całym sercem wspierał jej rozwój na każdym szczeblu swej żeglugowej kariery, która była pasją jego życia. Od lat 80tych ubiegłego stulecia, kiedy żeglugi, stocznie i przedsiębiorstwa budownictwa wodnego chyliły się ku upadkowi, robił co mógł aby powstrzymywać degradację naszych dróg wodnych, szczególnie Jego rzeki Wisły. To On zainicjował wznowienie "Wiślanych flisów" którymi dowodził jako retman, w ten sposób chciał i przypominał władzom nadwiślańskich miast i miasteczek o konieczności przeciwstawianiu się degradacji drogi wodnej jaką od wieków była nasza największa rzeka Wisła.

W wielu z Nim rozmowach na żeglugowe tematy, czułem jego przygnębienie i rozczarowanie, że tyle Jego wysiłku we wszelkich urzędach i departamentach w których przekonywał ich władze o słuszności i przeciwstawiania się w temacie degradacji naszych rzek, wraz z żeglugą po nich. "Panie Stanisławie dziś nie ma już z kim rozmawiać - cholera mnie bierze". A ja potwierdzając Jego zdanie przytoczyłem cytat J. Kochanowskiego:

"Wisło(…)już dziś suchą nogą Twój grzbiet nieujeżdżony wszyscy deptać mogą".

W 2001 roku uczestniczyłem w konferencji poświęconej rzekom i drogom wodnym oraz ich degradacji, która odbyła się w Tomaszowie Mazowieckim. Wystąpienie Pana Adama Reszki zaakceptowane zostało burzą oklasków przez wszystkich uczestników tego sympozjum. Uczestnicy to delegacje niemal wszystkich przedsiębiorstw i zrzeszeń związanych pośrednio bądź bezpośrednio z ściekami wodnymi jakimi są nasze rzeki.

Pan Adam miał wielu przyjaciół rozsianych po całym kraju, wśród wielu poznałem Pana prof. Marka Michalskiego ze Szczecina - wspaniały człowiek zajmujący się historią żeglugi przed i powojennej.

W latach 70tych do współpracy z "Wodniakiem Bydgoskim" zachęcił mnie kierownik Inspektoratu Żeglugi Śródlądowej w Warszawie, nieżyjący już dziś Pan Franciszek Bleja. Było to w tamtych czasach jedyne pismo żeglugowe zajmujące się żeglugą śródlądową, bez przerwy oznajmiające o wielkim wysiłku ówczesnych władz ("Gierkowszczyzna") i mającej się rozpocząć jako "Program Wisła" kaskadyzacji Dolnej Wisły. Ja nazywałem ten program, używając metafory - "trzymanie się koryta i pogłębianie dna". Mimo to naczelny tego pisma Pan Nowogrodzki nieraz dziękował mi za korespondencję w tematach żeglugowych.

W 2008 roku podobnie jak wówczas Pan Bleja, tak teraz mój były wykładowca i historyk, aż wreszcie mój szanowany przyjaciel Pan Adam wymusił na mnie nauki obsługi komputera z zaleceniem wykorzystania umiejętności mojej wnuczki Marty, po przez co dołączyłem do grona użytkowników oraz branie czynnego udziału na forum portalu "Żegluga Śródlądowa wczoraj, dziś i jutro", który to portal jest dziełem znakomitego żeglugowca kpt. Andrzeja Podgórskiego "Apisa", absolwenta Technikum Żeglugi Śródlądowej we Wrocławiu.

Na stronie tego portalu, na którego to forum w 2008 roku pojawiło się jak "gwiazdka" i lśni do dziś zdjęcie starszego pana w szyperskim kaszkiecie, Adam Reszka bardzo szybko zyskał sobie uznanie wśród zawodowych marynarzy i historyków oraz ekspertów żeglugowych, uzyskując miano "wybitnego eksperta żeglugi". Ten żarliwy "marynarz-bojownik" o żeglugę śródlądową i nasze rzeki cieszył się ogromną estymą wśród całej załogi tego wspaniałego internetowego forum. Wszystkim nam przykro i żal z powodu odejścia tego wspaniałego, żeglugowego erudyty.

W ostatnich miesiącach Jego choroby często rozmawiałem z nim telefonicznie pytając o jego stan zdrowia za co serdecznie mi dziękował. "Niedobrze się ze mną dzieje Panie Stasiu" niekiedy czułem dyskomfort naszej rozmowy, starałem się jej nie przedłużać, czułem, że cierpi. Za każdym razem serdecznie dziękował mi za pamięć o nim w trudnych dla niego chwilach - "Do usłyszenia Panie Kapitanie".

Jego narratorskie, nautyczne i eksperckie prace i opracowania żeglugowe na naszym internetowym forum na długo pozostaną w naszej pamięci. A jego wprost charyzmatyczna osobowość w temacie żegluga śródlądowa, niech nas starych i młodych marynarzy polskiego śródlądzia uczy szacunku i pokory dla naszych polskich rzek.

Ten wspaniały i zacny człowiek pedagog i erudyta był źródłem żeglugowych porad i rad dla wiślaków. Z wielkim żalem pożegnały Go załogi statków: pasażerek, pchaczy, holowników i stacjonarnych wzdłuż Wisły plauerek.

Adamie - byłeś, jesteś i pozostaniesz na zawsze w sercach wiślaków dopóty, dopóki Wisła płynie po polskiej krainie. Twoja spuścizna, którą zostawiłeś w formie ogromnego zbioru prac na temat żeglugi i ogromu zagadnień z nią związanych winna znaleźć się w państwowych archiwach, z których inżynierowie, hydrotechnicy i historycy czerpać będą wiedzę dziś i w przyszłości dla potrzeb regulacji rzek i tworzenia infrastruktury żeglugowej. Wiślacy wciąż mają wspólną nadzieję na rewitalizację naszych śródlądowych dróg wodnych, szczególnie Wisły, na których pomnażać będziemy nasz narodowy i materialny byt.

Dziś żegnają Pana szczególnie Wiślacy, Odrzacy, Bużanie i Narwianie, szkutnicy, krypiarze, baciarze, rybacy i piaskarze, z obu brzegów naszych polskich jezior i rzek dla których był Pan i na zawsze pozostanie niepowtarzalnym żeglugowym autorytetem.



Żegnamy Pana - Pańskim zwyczajem - przywitaniem i pożegnaniem:



"Czołem Panie Kapitanie!"




Kpt. ż.ś Stanisław "semper" Fidelis

Komentarze

Komentarze widoczne dla zalogowanych

Oceny

Ocena zawartości jest dostępna tylko dla zarejestrowanych użytkowników.
Proszę Zaloguj lub Zarejestruj się by zagłosować.

Niesamowite! Niesamowite! 100% [3 głosów]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [Brak głosów]
Dobre Dobre 0% [Brak głosów]
Średnie Średnie 0% [Brak głosów]
Słabe Słabe 0% [Brak głosów]