Brda pachnąca żywicą...Drukuj

Brda pachnąca żywicą...

Rejsy stateczkami po Brdzie cieszyły się ogromną popularnością wśród bydgoszczan, zwłaszcza w okresie międzywojennym. Wówczas "Lloyd Bydgoski” przystosował trzy holowniki parowe: "Wisła”, "Konrad” i "Neptun” do przewozów pasażerskich. Z kolei w latach sześćdziesiątych, siedemdziesiątych i osiemdziesiątych w rejsy do Torunia, Chełma, Solca Kujawskiego i Brdyujścia bydgoszczan zabierała "Ondyna”.
W jednym z ostatnich "Albumów bydgoskich” Franciszek Manikowski, kolekcjoner pamiątek i fotografii związanych z historią żeglugi śródlądowej polskiej, opowiadał nam: - By załapać się na rejs, chętni ustawiali się w długich kolejkach na nabrzeżach Brdy. W międzyczasie wielu brało udział w loterii fantowej.

Komin "się kłaniał”
Pan Franciszek przesłał do nas zdjęcie (publikujemy je powyżej), na którym widać holowniki "Wisła” i "Konrad”.
Henryk Skrzypiński, który przez wiele lat pracował jako przewodnik po naszym mieście, opowiada: - "Wisła” była bardziej komfortowym statkiem z salonem i kabinami pod pokładem. Wyróżniały go prostokątne okna. Rozpięty nad pokładem brezentowy daszek chronił nie tylko przed słońcem, ale także przed sadzą i dymem wydobywającymi się z komina. Gdy statek zbliżał się do mostu, komin umocowany na zawiasach "kłaniał się” ku uciesze dzieci bawiących się na brzegu.

Pachniało żywicą
Na trasie do Brdyujścia statek mijał nieistniejące już liczne tartaki, fabryki mebli i stocznie, w których, jeszcze w latach trzydziestych ubiegłego wieku, budowano statki rzeczne z drewna, zwane berlinkami. Wówczas na Brdzie spławiano tratwami drewno niezbędne do produkcji. Często "Wisła” i "Konrad” musiały sobie torować drogę wśród tratw. - Warto wspomnieć, że na Brdzie i pobocznych akwenach gromadzono zapas drewna przerabianego zimą, gdy spław był niemożliwy. Tarcicę produkowały takie znane tartaki jak: Lasy Polskie, C.A. Franke, Kantak, Zimne Wody i Kentzer. Zapach żywicy z tartaków docierał do nas na pokład statków - wspomina Henryk Skrzypiński.

Prezydent dał się udobruchać
W międzywojennej Bydgoszczy tradycją stały się rejsy statkiem do Łęgnowa z okazji regat wioślarskich na torze wodnym w Brdyujściu. Nasz Czytelnik opowiada: - Zdarzyło się, że specjalnie na te zawody, 3 września 1924 roku, do naszego miasta przyjechał ówczesny prezydent Rzeczypospolitej Stanisław Wojciechowski. Na regaty prezydent płynął stateczkiem ”Wisła”. Towarzyszyli mu najbliżsi współpracownicy z Warszawy oraz miejscowi politycy. Zaproszono też działacza Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego, a zarazem bydgoskiego przewodnika, Franciszka Grudzińskiego. Podczas rejsu miał prezydentowi opowiadać o zabytkach, które mijali. Po upływie prawie godziny do pana Grudzińskiego podszedł dyskretnie sekretarz prezydenta prosząc o umiar w tym, co opowiada. "A o co chodzi?” - zapytał przewodnik. "Panie płyniemy tu już prawie godzinę, a pan ciągle mówi, że to jeszcze Bydgoszcz!!!! Pan prezydent czuje się urażony, bo coś go chyba pan wprowadza w błąd” - odparł sekretarz. Muszę w tym miejscu wyjaśnić, że wówczas stutysięczna Bydgoszcz, w linii równoleżnikowej, miała prawie 20 kilometrów. Połowę tej długości pokonywał właśnie nasz statek. Pan Franciszek opowiadał mi później, że udobruchany prezydent Wojciechowski już do tematu nie wrócił.

Dancingi na pokładzie
Natomiast po wojnie, przez ponad trzydzieści lat w rejsy do Torunia, Chełmna, Solca Kujawskiego i Brdyujścia bydgoszczan zabierałą "Ondyna”. - To był statek pasażerski z prawdziwego zdarzenia. W sezonie letnim w rejs zabierał 203 pasażerów. Wybudowano go w Gdańskiej Stoczni Rzecznej. Miał ponad 30 metrów długości, sześć metrów szerokości. Wyposażono go w wysokoprężny silnik o mocy 150 KM - wyjaśnia Franciszek Manikowski, syn wieloletniego kapitana "Ondyny”.

W poniedziałki, wtorki, czwartki, piątki i niedziele statek zabierał pasażerów do Torunia lub Chełmna. Najczęściej były to wycieczki rezerwowane przez zakłady pracy. Gdy był niski stan wody na Wiśle, statek kierowano do Nakła. Natomiast w środy i soboty organizowano rejsy dancingowe do Brdyujścia. Rozpoczynały się o godz. 18. Poprzedzały je wycieczki indywidualne w okolice Solca Kujawskiego.

Nie schodziły na ląd
Rejs "Ondyną” z sentymentem wspomina także Janina Wojtonis, pracownica Centralnego Biura Rozrachunków Zagranicznych PKP przy ul. Dworcowej 63. We wrześniu 1971 roku, z okazji "Dnia kolejarza” w całodzienny rejs firma wysłała ponad 200 pracowników z 450-osobowej załogi.
Nasza Czytelniczka przyznaje, że statek zrobił na niej ogromne wrażenie. Taki duży, elegancki, czysty. Miał pokład dolny, zadaszony i górny, spacerowy. - Nie dość, że stamtąd podziwiałyśmy cudne widoki, to jeszcze mogłyśmy potańczyć na dancingu. W ogóle nie schodziłyśmy na ląd. Muszę przyznać, że rejs "Ondyną” to było "coś” - przekonuje pani Janina.

#1 | barkaz4003 dnia 12.12.2009 22:53
W latach 60 i 70 ub. w. uczestniczyłem w podobnych rejsach z dansingami przy muzyce rozrywkowej ,na trasach Gdańsk -Krynica Morska, Gdańsk Sztutowo .Statkami : Piotr Sciegienny oraz Danuta którymi dowodził mój tata.Bardzo mile wspominam te rejsy ,były one całodzienne wymarsz 6-7 rano powroty 21 -23.Uczestnikami przeważnie byli pracownicy trójmiejskich zakładów pracy.Poznawało się nowych nieraz ciekawych ludzi ,zawierało się przyjażnie , załogi niektórych zakładów powtarzały rejsy.

Dodaj komentarz

Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.

Oceny

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?
  PRchecker.info Free counters!
Apis | Alhenag | Absolwenci TZS | Wierzbnik | Rada Kapitanów | PHP-Fusion PL | Aerografia | Krismods | Dysnet